poniedziałek, 14 stycznia 2019

Jasełka w Kochanach

W środku nocy, w środku lasu, daleko od cywilizacji i blisko do tego, co działo się tysiące lat temu gdzieś na odległych ziemiach Biblijnych miejsc. Nie da się opisać atmosfery i przeżyć tego wieczoru. Pomimo chłodu siedziałem jak zaczarowany obserwując prawdziwą fantazję ludzi, którym się zachciało  zrobić coś, co urasta już do miana legendy. Jasełka w Kochanach - mało kto o nich nie słyszał, jednak jakoś zawsze  było nie po drodze. Ten wieczór zapadnie mi głęboko w pamięć. Niesamowite miejsce, cudowni aktorzy, prawdziwe zoo, które się przetoczyło w trakcie przedstawienia. Historia, którą każdy chrześcijanin zna na pamięć, w tym miejscu  jest nie tylko jakimś tekstem czytanym co roku podczas świąt Bożego Narodzenia. Siedząc czułem, że jestem wewnątrz ważnego wydarzenia, a niedawny wyjazd do Izraela pomagał umiejscawiać te momenty.  Zdecydowanie wybrałbym Kochany niż zwiedzanie Betlejem. To tutaj czuć Boże Narodzenie!

PS. Dzięki Rysiu ;) Pozdrowienia dla służb mundurowych!

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Kamila i Piotrek wśród spadających liści

To były już ostatnie dni ciepłej nad zwyczaj w tym roku jesieni. Z Kamilą i Piotrkiem pojechaliśmy w pełne kolorów Bieszczady ;) łapiąc ostatnie promienie słońca i spacerując między spadającymi liśćmi. Parze młodej humor  dopisywał i jak to Piotrek rzekł - to muszą być piękne zdjęcia, skoro na nich jestem. No i jak powiedział tak wyszło - mam nadzieję, że to nie tylko moja subiektywna opinia.

piątek, 14 grudnia 2018

Alina i Jan

Stany to bliskie mi tereny. Tam właśnie Alina i Jan przysięgali sobie miłość. W kościele, do którego jeszcze jako dziecko chodziliśmy z kuzynami na niedzielne msze. Stąd zawsze z sentymentem tam wracam, a postać proboszcza - powszechnie znanego jako Cliontona - motywuje mnie do pracy - to bardzo dobry znawca fotografii ;)

czwartek, 13 grudnia 2018

Weronika i Wojtek

Pierwsze zdjęcia Weronice robiłem jeszcze w tamtym tysiącleciu, gdy zaopatrzony w zenita i radzieckie klisze pochłaniałem się w fotografii. Jakże miło było zobaczyć oprawione w ramkę zdjęcie małego cherubinka z lokami stojące w salonie już nie po sąsiedzku, ale w odległej Koprzywnicy. Powróciły wspomnienia, gdy spacerowałem z małym Bartkiem i o rok starszą Weroniką po osiedlu, miedzy blokami. Później biegałem przez ulicę na lody, a uderzanie w dzwonek było frajdą dla dzieciaków. Lata mijały, ale sąsiedzi do dzisiaj są sąsiadami. Choć dzielą nas kilometry, to uroczo było spotkać się w gronie starych znajomych, zobaczyć uśmiechniętego Piotrka, pożartować z Gośką. No i ten diabelski uśmiech Pani Młodej - nie zmienił się od dzieciństwa ;p

Basia i Kamil